niedziela, 19 marca 2017

Witajcie!

Kochani!

Jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda, wiem, że może uznać, iż o was zapomniałam lub po prostu porzuciłam bloga. Tak nie jest moi kochani.
Po prostu ostatni czas dla mnie jest bardzo trudny, niewyobrażalnie trudny.
Do tego dochodzi sporo nauki itd.
Dlatego chciałam wam powiedzieć, że jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda to zostawcie po sobie komentarz, żebym wiedziała czy ktoś liczy na dokończenie tego opowiadania.
Możecie się też ze mną kontaktować przez mojego maila, którego adres zostawie na końcu posta. Możecie pisać itd.

Pozdrawiam kochani i obiecuje powrócić do tego bloga, nie wiem kiedy, ale kiedyś na pewno, kto wie, może wtedy będzie już napisany i będzie wystarczyło tylko publikować.

Jeszcze raz pozdrawiam
Wasza Rosisi 7

rosisi.ana7@gmail.com

czwartek, 15 września 2016

Ważna wiadomość!

Moi kochani!

Wiem, że możecie pomyśleć, że was opuściłam. Obiecałam dodawać notki regularnie, ale cały czas mi coś nie pozwala. 
Znów nachodzi mnie brak weny i naprawdę nie wiem jak ją mam odbudować. 
Do tego zaczął się nowy rok szkolny, a mi zmienili nauczycieli. Na ostatni rok liceum zmienili mi wszystkich nauczycieli. Ogarniacie to? 
Nowi nauczycieli ruszyli pełną parą i gonią z nauką. Na pisanie nie starcza mi już czasu. Nawet czasu nie starcza mi dla mojego narzeczonego, a mieszkamy razem!
Mimo tych wszystkich przeszkód postaram się jak najszybciej coś wrzucić. 

Pozdrawiam 
Rosisi 7

wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 6

Chcieliście kochani nowy rozdział? Oto i on!
Miał być wcześniej, ale miałam pewne trudności i jest dopiero teraz.
Zapraszam do czytania!

Rozdział 6
Beta: Kite Millie
Hermionę zbudziły wpadające przez okno promienie słońca. Niechętnie otworzyła zaspane oczy i spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę siódmą rano. Chociaż powieki same się zamykały, zmusiła się, by wstać.
– Accio eliksir rozbudzający – powiedziała cicho, żeby nie zbudzić Ginny.
Odkorkowała mała buteleczkę i połknęła eliksir. Czując się znacznie lepiej, udała się do łazienki. Kilka minut później odświeżona i ubrana zeszła do kuchni, gdzie jak zwykle krzątała się pani Weasley. Przekraczając próg pomieszczenia, zauważyła jeszcze profesora Dumbledore’a.
– Dzień dobry – przywitała się z lekkim uśmiechem na twarzy.
– Dzień dobry, Hermiono – odpowiedział siwy czarodziej.
– Och, już wstałaś Hermionko – uśmiechnęła się radośnie pani Weasley. – Zjesz kochanie śniadanie? – zapytała i, nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny, podała jej talerz z tostami. Widoczne jej złość odeszła już w niepamięć.
Głodna dziewczyna z zapałem zabrała się za konsumowanie śniadania. Po jakimś czasie poczuła, jak ktoś wchodzi w jej umysł. Nie dając po sobie poznać, podsunęła mu wspomnienia z dnia poprzedniego, zręcznie unikając tych związanych z Voldemortem.
Chwilę później dyrektor, nie znajdując nic ciekawego, zagadnął:
– Wyspałaś się Hermiono?
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona. Nigdy o to nie pytał, zupełnie jakby podejrzewał, co robiła jeszcze kilka godzin temu.
– Tak – skłamała. – Coś się stało profesorze, że jest pan tu tak wcześnie? – zadała pytanie, podejrzewając, że zmiana mrocznego znaku ma coś z tym wspólnego.
– W zasadzie tak – odpowiedział, co spowodowało, że starsza kobieta spojrzała na niego zaniepokojona.
– Coś się dzieje, Albusie? – zagadnęła.
Staruszek westchnął i podrapał się po brodzie.
– Dzisiaj wieczorem odbędzie się kolejne zebranie zakonu – odpowiedział po chwili milczenia.
– Przecież wczoraj było – powiedział wchodzący do kuchni Harry.
– Wyniknęły w nocy nowe sprawy, z którymi nie możemy zwlekać – odpowiedział, na co Hermiona już była pewna, że to o niej będzie rozmowa.
Mimo iż nie było jej to na rękę, to mogła to przewidzieć. Oni nie widzieli, kim jest tajemnicza kobieta, a była pewna, że dyrektor widział uaktualniony mroczny znak. Brązowowłosa nie czuła się najlepiej z tym, a z drugiej strony była ciekawa wyglądu znaku.
– Jakie to nowe sprawy? – zadała kolejne pytanie mama Rona.
– Wszystkiego dowiecie się kochani wieczorem, a teraz dziękuję za herbatę, ale mam trochę obowiązków – powiedział i wstał.
Ucałował rękę kobiecie, na co ta się lekko zarumieniła i udał się w stronę kominka.
– Panie profesorze – zawołała za nim Hermiona.
– Tak, panno Granger? – Odwrócił się do niej.
– Nie wie pan, czy profesor McGonagall jest u siebie? – zapytała go.
– Z tego co wiem, to powinna być. Może pani skorzystać z mojego kominka – odpowiedział.
Hermiona kiwnęła głową.
– W takim razie, jeśli pan nie ma nic przeciwko, to za chwilę tam się zjawię – rzekła dziewczyna.
– Oczywiście, mój kominek jest do pani dyspozycji – powiedział i zniknął w zielonych płomieniach.
Nastolatka przez chwilę stała, wpatrując się w miejsce, gdzie zniknął. W jego ochach było coś takiego... hmmm ciężko to nazwać. Jakby zrozumienie przeplatane ze złością. Wiedziała, że powinna mu powiedzieć, co się stało w nocy, ale coś wewnątrz niej kazało to przed nim zataić.
– Hermiono – usłyszała obok sobie głos Harry’ego i wzdrygnęła się lekko.
– Hmm? – zapytała, nie odwracając głowy od kominka.
– Od wyjścia dyrektora minęło jakieś dziesięć minut, a ty ciągle wpatrujesz się w kominek – odpowiedział rozbawiony, ale go nie słuchała.
– Hermiono… – Dopiero, kiedy dotknął jej ramienia, odwróciła na niego wzrok.
– Coś mówiłeś? – zapytała i, nie czekając na odpowiedź przyjaciela, poszła po schodach do dzielonego z Ginny pokoju.
Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłonie.
– Hermi? – zapytała Ginny, która się właśnie obudziła. Rudowłosa wyszła z pościeli i podeszła do przyjaciółki. – Co się dzieje?
– Nie wiem, Ginny – odpowiedziała i przytuliła do przyjaciółki. – Nie czuję się dobrze z tym, co się stało w nocy… – Po gładkich policzkach popłynęły łzy.
Wzięła głęboki wdech i zaczęła opowiadać wszystko od wyjścia z Nory do powrotu. Nie ominęła żadnego szczegółu, żadnego zdania. Mówiła, a łzy nie przestawały płynąć. Starała sie uspokoić, ale niezbyt dobrze jej to szło. Może i potrzebowała się wypłakać, wygadać, ale gdy skończyła nie czuła się ani trochę lepiej.
– Och Hermi –  wyszeptała Ginevra. Było jej żal przyjaciółki, ale nie potrafiła zrobić nic, żeby ta poczuła się lepiej.
– Nie wiem, co powiedzieć – rzekła, kiedy brązowooka się uspokoiła.
– Nic nie mów, porozmawiamy później, muszę spotkać się z Minerwą – odpowiedziała i wymusiła lekki uśmiech.
– Minerwą? Jesteście na ty? – zapytała ruda.
– Tak – odpowiedziała i wyszła.
Zbiegła po schodach i w ekspresowym tempie znalazła się w kominku, krzycząc: "Hogwart, gabinet dyrektora!".
Wychodząc z kominka, nikogo w pomieszczeniu nie zastała. Nie przejęła się tym, a nawet poczuła ulgę.
Kiedy zapukała do drzwi profesorki Transmutacji, te się otworzyły i stanął w nich mistrz eliksirów ze swoim jakże złym humorem.
– Czego? – warknął nieprzyjemnie.
– Wejdź, Hermiono – usłyszała głos opiekunki Gryffindoru.
Dziewczyna przeszła pod ręką nauczyciela i ze zgrozą zobaczyła w środku dyrektora. Przeklęła w myślach, ale kulturalnie się przywitała.
– Co cię do mnie sprowadza?  – zapytała kobieta.
– Nasza ostatnia rozmowa – odpowiedziała tajemniczo, ale widziała, że kobieta będzie wiedziała, o co chodzi.
Ta najpierw spojrzała na nią pytająco, ale połączyła kilka elementów ze sobą, powiązała je z wydarzeniami z nocy i cała trójka mogła zobaczyć jej zmartwienie połączone z przerażeniem.
– Albusie, Severusie, zostawcie nas same, proszę – powiedziała drżącym głosem.
Młoda gryfonka czuła spojrzenie czarnowłosego na sobie, ale stała w bezruchu.
– Coś się stało? – zapytał dyrektor.
– To sprawa pomiędzy Minerwą i mną – odpowiedziała zimno młodsza kobieta.
– Hermiona ma rację, to sprawa pomiędzy nami – poparła ją.
Przez chwilę obaj czarodzieje patrzyli na kobiety, po czym wyszli.
– Przyjdź Hermiono do mnie, jak skończycie rozmawiać – powiedział dyrektor, zanim zamknął drzwi.
– Usiądź Hermiono – profesorka wskazała fotel i wyczarowała dwie filiżanki z parującą herbatą.
Brązowowłosa spojrzała na nią z wdzięcznością i napiła się gorącego płynu. Ciepło powoli rozlewało się po wnętrzu dziewczyny.
– Pamiętasz Minerwo, jak mówiłaś, że wiesz, że mam opracowany plan tak, żeby mi się nie stała żadna krzywda ani profesorowi Snape’owi? – zapytała ją po wzięciu długiego wdechu.
– Tak Hermiono – odpowiedziała niepewnie. – Pamiętam.
– Wczoraj wdrążyłam go w życie – poinformowała ją, choć wiedziała, że niepotrzebnie.
– Domyśliłam się kochanie jak wspomniałaś o naszej wcześniejszej rozmowie –  przyglądała się cierpliwie dziewczynie, wiedząc, że to nie jest miły temat do rozmów, ale, skoro chciała jej pomóc przez to wszystko przejść, powinna znać bieg historii. –  Powiedź mi wszystko Hermiono – poprosiła po kilku minutach milczenia.
Hermiona zamknęła na chwilę oczy, a gdy je otworzyła, można było w nich dostrzec zdecydowanie. Kolejny wdech i zaczęła opowiadać bieg wydarzeń z nocy, tak samo jak Ginny. Trwało to kilka minut, a oczy profesorki robiły się coraz większe. Kiedy dziewczyna skończyła mówić, do starszej kobiety dotarło, że oto przed nią siedzi jedna z najpotężniejszych, jak nie najpotężniejsza czarownica na całym magicznym świecie. Po zachowaniu panny Granger domyśliła się, że ta nie wie, jak wielką ma moc.
– Co ja mam robić? – wyszeptała dziewczyna i schowała twarz w dłoniach.
– To zależy tylko od ciebie, Hermiono.
– Co masz na myśli?
– Jestem tutaj, żeby cię wspierać i pomagać, kiedy będziesz tego potrzebować, ale co teraz zrobisz, zależy tylko od ciebie. Masz dwa wyjścia. Możesz ciągnąć to wszystko, chroniąc tym samym Severusa, albo to zakończyć. Cokolwiek zadecydujesz, masz moje wsparcie.
– Nie mogę tego zakończyć, nie za cenę życia profesora Snape’a.
– Musisz jednak wiedzieć, że jak popełnisz błąd, to może spowodować twoją śmierć lub waszej dwójki.
– Jestem gotowa zaryzykować. On... to znaczy profesor Snape codziennie naraża życie dla nas i skoro mogę go chociaż obronić przed karami Voldemorta, zrobię to. To, co robię, to nic w porównaniu z nim.
– Jestem ci bardzo wdzięczna, ale przemyślałaś to?
– Myślałam o tym ostatnio całą noc, a teraz już i tak za późno na odwrót. Po prostu ja... ja wiem, co będę musiała robić. I choć nienawidzę śmierciożerców to... Oni też są ludźmi, a wiem, że będę musiała ich karać, tak jak Bellatrix.
–  To jest cena, jaką musisz zapłacić moja droga.
– Boję się tego, że stanę się taka jak oni.
– To się nigdy nie stanie Hermiono. Nie mam wątpliwości, że będziesz musiała wyrządzić wiele złego, ale jestem pewna, iż nie zrobisz tego bez wyrzutów sumienia. Będziesz przez to bardzo cierpieć, ale to będzie znak, że jesteś dobra.
Rozmawiały jeszcze długo i Minerwa postarała się, żeby Hermiona wyszła od niej w lepszym humorze. Wierzyła w tę dziewczynę i obiecała sobie, że zawsze jej pomoże, niezależnie od tego, co będzie zmuszona zrobić. Była pewna, że dzięki niej cały magiczny świat odzyska wolność. Znała swoją uczennicę i nie raz widziała jej zawziętość, zawsze stawiała sobie wysoko poprzeczki i każde pokonywała. Na jej drodze stawały różne przeszkody, a i to nie było dla niej niczym trudnym. Kobieta wiedziała, że powinna odwodzić ją od tego pomysłu, gdyż było to niebezpieczne, ale i tak to by nic nie dało. Uważała, że lepiej będzie ją wspierać i wiedzieć, iż przyjedzie do niej, kiedy będzie tego potrzebowała, niż gdyby działała w pojedynkę bez niczyjej pomocy. Jedyne z czym się nie zgadzała z dziewczyną, było zachowanie w tajemnicy jej roli. Mimo to rozumiała ją. Nie wiadomo, co zrobiłby zakon, Severus na pewno odwodziłby od tego pomysłu, a wręcz zabroniłby. Nie pozwoliłby zaryzykować jej życia dla niego i nie ważne, że wszyscy byli mu to winni. Jednak najbardziej dziwiło ją zachowanie tajemnicy przed dyrektorem, który, wnioskując po jego zachowaniu, podejrzewał, kim jest Czarna Pani. Ale ufała dziewczynie, znając Hermionę, miała powód, żeby nawet dyrektor otwarcie tego nie wiedział.
*****

– Wróciłaś w sam raz na obiad Hermiono – powiedziała Molly Weasley, gdy młoda czarownica wyszła z kominka w Norze.
Dziewczyna mimo że od Minerwy wyszła w dużo lepszym humorze, to po rozmowie z dyrektorem nienajgorszy humor prysł. Wiedziała, że starzec będzie się domyślał, co zrobiła, ale sądziła, iż nie będzie na nią za bardzo naciskał. W końcu on cały czas przed wszystkimi coś ukrywał. Skoro uważa się za mądrego, powinien się domyślić, że od niej nie tak łatwo wyciągnie wszystko. Nie miała wątpliwości, że prędzej czy później będzie zmuszona mu powiedzieć i zrobiłaby to prędzej, ale mała powód, żeby tego nie wiedział teraz. O tym wiedzieć powinno jak najmniej osób, a i tak powiedziała więcej niż zamierzała.
– Bardzo się cieszę pani Weasley, ogromnie zgłodniałam – odpowiedziała, na co mama jej rudych przyjaciół uśmiechnęła się radośnie. Ta kobieta nakarmiłaby samego Voldemorta, gdyby tylko wykazał taką chęć.
– To siadaj kochanieńka.
Z lekkim uśmiechem zasiadła do stołu i zabrała się za jedzenie. Nikt nie mógł przebić tej kobiety w gotowaniu.
– Hermiono, pomogłabyś mi? – zapytał siedzący obok niej Bill.
– Jasne, w czym? – Uśmiechnęła się do niego i kiwnęła głowa.
– Ustaliliśmy z Fleur, że każde z nas napisze własną przysięgę na ślub. Ona napisze swoją, a ja swoją – powiedział jej, prawie szepcząc.
Hermiona spojrzała na niego spod przymrużonych oczu. Lubiła innym pomagać, ale napisanie przysięgi małżeńskiej było zupełnie inną sprawą. W niej powinno się zamieścić swoje uczucia do drugiej osoby, więc jak ona mogła w tym pomóc?
– Wybacz Bill, ale czy nie powinieneś sam tego napisać? Oczywiście z przyjemnością ci pomogę, ale to powinny być twoje słowa, w jakie ubierzesz uczucia – rzekła do niego równie cicho. No cóż, nigdy nie potrafiła odmawiać ludziom.
– Zapomniałem ci powiedzieć, że to ma być humorystyczna przysięga – dodał po chwili milczenia. Spojrzała na niego zdziwiona. – Jest wojna, a my byśmy chcieli, żeby chociaż w ten jeden dzień odeszła w niepamięć – wyjaśnił, widząc jej zdziwienie.
Posłała mu spojrzenie, w którym kryło się słowo: "Rozumiem" i na powrót zaczęła jeść.
– Po co szłaś do zamku? – zapytał Harry, siadając na przeciwko niej. No tak, mogła się spodziewać pytań.
– I femu nie bfłyło cie tfak długo – dodał Ron z pełną buzią jedzenia.
Podniosła na niego wzrok pełen obrzydzenia i pokręciła głową.
– Powtarzałam ci z milion razy Ron, żebyś nie rozmawiał, kiedy jesz – skarciła go wchodząca do kuchni Ginny. Widząc, że przyjaciółka kończy już obiad, dodała: – Dostałaś list Hermiono. – Wymieniły się porozumiewawczymi wzrokami i brązowooka szybko skończyła jeść i, dziękując za wyśmienity obiad, pobiegła na górę.
Tak jak powiedziała jej rudowłosa, czekał na nią list, a dosłowniej piękna, biała sowa. Odwiązała z jej nóżki zwitek i zaczęła czytać.
Granger!
Nie obchodzi mnie mała, podstępna idiotko, że jesteś wielką Czarną Panią.
Masz zrobić coś ze swoim zachowaniem w stosunku do mnie! Nie zamierzam wysłuchiwać ciągłych oskarżeń, że mam z tobą przeklęty romans.
Nie wiem, jak to odwrócisz, ale jeśli tego nie zrobisz, to nawet Czarny Pan cię nie uratuje.
LM


Hermiona schowała twarz w rękach. Nie pomyślała o tym. Przecież Lucjusz był szczęśliwie zakochany w żonie, choć nawet pod karą śmierci by się do tego nie przyznał. Musiała coś zrobić, nie mogła pozwolić, żeby jego małżeństwo rozpadło się przez nią.
– Muszę z nią jakoś porozmawiać – powiedziała sama do siebie. To było oczywiste, ale jak się wydostać niepostrzeżenie z Nory. – Minerwa! – wykrzyknęła i po raz kolejny zbiegła ze schodów z prędkością światła.
– Gdzie ty znów idziesz? – zaśmiał się Bill, kiedy bez słowa podeszła do kominka z zamiarem przefiukania do Hogwartu.
– Muszę jeszcze raz porozmawiać z Minerwą, jak wrócę zajmiemy się tym, o czym rozmawialiśmy – posłała mu lekko uśmiech i nie czekając, aż ktoś ją ponownie zaczepi jakimiś pytaniami, weszła do kominka, krzycząc: "Hogwart, gabinet profesor transmutacji".
– Hermiona?  – zdziwiła się kobieta.
– Musisz mi pomóc dostać się do Malfoyów, Minerwo – powiedziała i wyjaśniła jej wszystko.
Źle się czuła z tym, co napisał jej Malfoy. Wykorzystała go, to fakt, ale nawet jej nie przyszło przez myśl, że jego żona może coś sobie na ich temat pomyśleć. Było to z jej strony samolubne, a ona samolubna przecież nie była.
– Wyjdź jakimś ukrytym przejściem, a jeśli miałabyś się spóźnić na zebranie zakonu, to nie martw się, coś wymyślę moja droga – uśmiechnęła się, a Hermiona wyszła, rzucając na siebie wcześniej zaklęcie niewidzialności.
*****

Gdy przekroczyła próg dworu, niemal od razu pojawił się skrzat, kłaniając się nisko. Czarnowłosa skrzywiła się pod maską. Nie po to walczyła o WESZ, by te teraz kłaniały się jej nisko.
– Witaj pani! Listek jest na pani rozkazy – odezwał się, dotykając nosem podłogi.
– Gdzie twoja pani? – zapytała zimnym głosem.
– W salonie pani – odpowiedział skrzat. – Listek panią zaprowadzi.
– Znam drogę, wracaj do swoich obowiązków.
W momencie kiedy miała zamiar wejść do przestronnego pomieszczenia w odcieniach fioletu zwanego salonem, zwróciła uwagę na dwie rozmawiające kobiety. Były nimi piękne siostry Black, jedna, młodsza o blondwłosach i w zielonej sukni, zaś druga, starsza czarnowłosa w żółtej sukni. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie, kiedy machnięciem różdżki zmieniła kolor sukni kobiety. Wykorzystując fakt, że pani domu nie została powiadomiona o przybyciu gościa, oparła się o futrynę drzwi, wcześniej rzucając na siebie zaklęcie niewidzialności.
– Nie rozumiem, co nasz pan w niej widzi – wyżaliła się Bellatrix, a każde jej słowo było przesiąknięte złością na "Czarną Panią ".
– Ja też za nią nie przepadam Bello, zwłaszcza widząc, że ma romans z Lucjuszem – odpowiedziała jej młodsza siostra. – Ale nie możesz się stawiać. Mam wrażenie, że za każdym razem kara będzie coraz to bardziej dotkliwa – dodała blondynka. W tej też chwili Hermiona postanowiła okazać swoją obecność. Bardzo nie lubiła szalonej Bellatrix. Gdyby mogła, jeszcze tego dnia by ją zabiła. Niestety Voldemort za bardzo ją sobie cenił, więc miała związane ręce.
– I wcale się nie mylisz, Narcyzo – warknęła, podchodząc do kobiet.
Obie spojrzały na nią z szeroko otwartymi oczami, zdając osobie sprawę, jakie mogą być konsekwencje ich rozmowy. Po chwili padły na kolana.
– Pani – przywitały ją.
– Wyba... – zaczęła czarnowłosa, ledwo unosząc wzrok znad podłogi, ale Hermiona przerwała jej uniesieniem dłoni.
Fakt, że byłyby to nieszczere przeprosiny, tylko rozruszył Gryfonkę, dlatego postanowiła pokazać, na co ją stać. Śmierciożercy spodziewali się surowej i bezdusznej pani, więc dlaczego mieliby takiej nie dostać? Nie mogła przecież zawieść swych "Poddanych". Od początku zastanawiała się, jak zareagowali na nią inni śmierciożercy. Tak samo jak Bella, czy może wręcz przeciwnie?
Wiedziała, że będzie to na pewno poruszone na dzisiejszym zebraniu zakonu. Wyrzuciła jednak te myśli z głowy i skupiła się na znienawidzonej przez siebie kobiecie. Gdyby ktoś mógł zobaczyć jej minę ukrytą pod maską, mógłby szczerze współczuć Lestrange. 
– Crucio – warknęła, a czarnowłosa zaczęła zwijać się z bólu, który był niemal tak silny jak klątwy posyłane przez samego Czarnego Pana. Starsza czarownica posłała jej spojrzenie pełne bólu i nienawiści. I chociaż sobie szybko uświadomiła, z kim ma do czynienia, Hermionie nie uszło to uwadze. Po raz kolejny rzuciła na nią klątwę.
Blondwłosa patrzyła beznamiętnym wzrokiem na rozgrywaną przed nią scenę. Nie było jej żal kobiety. Co prawda miały jedną matkę, ale nie mogła sie pozbyć nienawiści do starszej siostry. Sama bywała świadkiem tortur, jakie ta urządzała mugolom i... kar, jakie wymierzała Draco. Mogłaby jej wybaczyć wiele, ale nie krzywdzenie jej ukochanego, jedynego dziecka.
Po około dziesięciu minutach Hermiona przerwała klątwę i spojrzała na kobietę nienawistnym wzrokiem.
– A teraz zostaw nas same – warknęła w jej stronę.
Ta nadal czując ból, wstała z podłogi, ukłoniła się i skierowała do wyjścia z salonu, a nim wyszła, usłyszała jeszcze głos swojej pani:
– Malum dicens crucio.
– Wybacz mi pani me słowa, ja... – zaczęła blondynka, patrząc na Czarną Panią wzrokiem pełnym skruchy, jednak Hermiona nie dała jej dokończyć i usiadła w wygodnym fotelu.
– Rozumiem twoją zazdrość o Lucjusza, Narcyzo – odezwała się po chwili milczenia brą... czarnowłosa.
– Pani? – wypaliła bez zastanowienia pani Malfoy.
– Tak Narcyzo, ja – zaśmiała się panna Granger. Nie było to wesoły śmiech, tylko zimny.
Łatwo jest ocenić kogoś, nawet go nie znając. Wystarczy mały szczegół, zagrana perfekcyjnie rola, a wszyscy wezmą cię za przeciwieństwo, tego jaki jesteś. Dlatego Hermiona Granger, najlepsza przyjaciółka Harry’ego Pottera, najmądrzejsza czarownica od czasów Roveny Rawenclaw i Gryfonka starała się nigdy nie oceniać ludzi przez pozory.
– Wybacz mi pani – wyszeptała zażenowana Narcyza.
– Jak mówiłam, rozumiem twą zazdrość, ale nie chcę słyszeć nigdy więcej takich komentarzy – powiedziała zimno.
Cóż w zasadzie rozmowa dwóch kobiet, którą przerwała, troszkę ją bawiła, ale z drugiej strony potwierdziło się to, że łatwo mogła rozbić szczęśliwe małżeństwo. Co prawda nie mogli okazywać sobie czułości przy innych, a Lucjusz nawet nie potrafił tego robić, nie licząc momentów, kiedy spędzali czas na igraszkach w łóżku. Ta rodzina tylko dla pozorów była zimna, ci którzy ich znali i którym ufało państwo Malfoy wiedzieli o wielkiej miłości jaka połączyła tą dwójkę.
– Ja... – zaczęła po raz kolejny blondynka, ale i tym razem nie było jej dane nic powiedzieć, gdyż i tym razem brunetka jej przerwała:
– Nie będę się przed tobą spowiadać i wolę nic nie stracić przez chorobliwą zazdrość idiotki – coraz bardziej podnosiła głos. – Lepiej dla ciebie będzie Narcyzo, jak ta rozmowa zostanie między nami, inaczej kara będzie bardzo dotkliwa – warknęła zimno. 

Minął dopiero dzień, odkąd została Czarną Panią, a już zaczynała się bardzo dobrze wczuwać w swoją rolę. To było uzależniające, zwłaszcza że wystarczył jeden krok do stania się takimi jak oni. Mimo że weszła do tego świata i nie miała zamiaru tylko się przyglądać, było wiadome, że w jej przypadku to jedynie iluzja.


I jak wam się podobał?
Koniecznie zostawcie po sobie znak w postaci komentarza!
Pozdrawiam
Rosisi 7

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 5

Wstawiam nowy rozdział. miał być wczoraj, ale przez pewne komplikacje wstawiam dzisiaj. 
Zapraszam do czytania!

Rozdział 5


Beta: Kite Millie
Kasztanowo – włosa cichutko opuściła dom rodziny Weasley’ów. Musiała to zrobić pod zaklęciem kameleona, gdyż w większości jeszcze nie spali i siedzieli w kuchni, pijąc ognistą. Pilnując, by nikt nie zauważył otwierających się delikatnie drzwi, chwilę później biegła poza bariery ochronne Nory. Kiedy tam dotarła, odetchnęła z ulgą i aportowała się prosto do domu swojego przyjaciela.
Dla niej nie było to łatwe, musiała się bardzo pilnować, a tego wszystkiego nawet nie chciała. Kolejna tajemnica... Może powiedziała o tej konkretnej sprawie Ginny, ale było wiele innych, o których ta nie mogła się dowiedzieć. Można by rzec, że, mówiąc o swoim planie uratowania Snapa’a przyjaciółce, była głupia, ale miała w tym swój cel. Przecież mieszkała teraz w norze, a stamtąd ciężko się było wydostać bez podejrzeń.
– A więc zdarzył się dzień, kiedy to sam wielki, jakże straszny, czcigodny i potężny Lord Voldemort staje po jednej stronie ze szlamą? – zapytała młoda kobieta przybyłego czarnoksiężnika bez nosa.
Kiedyś był bardzo przystojnym mężczyzną, niestety stracił to i stał się obrzydliwym jaszczurem, jak to mawiali bliźniaki Weasley.
– Nie bądź sarkastyczna, Hermiono – upomniał młodą kobietę spokojnie czarownik.
Jeszcze kilka dni temu zamierzał ją zabić, ale jedna rzecz sprawiła, że o tym zapomniał i zapragnął mieć ją przy sobie. Nie mógł jej zabić, nie potrafił. Tak, wszyscy dobrze widzicie, on nie potrafił zabić. Nie dotyczyło to oczywiście innych osób, jak na przykład Weasleya. On uwielbiał zabijać, torturować i robić wszystko, co miało na celu zniszczenie jakiegoś człowieka.
– Co takiego się zmieniło? – zapytała ponownie, zakładając ręce na piersi. Była wyprostowana i dumna. W tej postawie nikt nie dojrzałby nawet cienia niepewności czy strachu. Był to nie lada wyczyn, gdyż w środku bardzo się bała. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Voldemort równie dobrze jak ona mógł kłamać, żeby ją zabić.
– Severus miał rację – odpowiedział, a ona stanęła zdziwiona, po czym spojrzała na niego z zainteresowaniem. – Określił cię jako pannę zagadkę, której życie składa się z wiecznych pytań, i nie mylił się. – Dziewczyna spojrzała na niego spod byka, a on się zaśmiał swoim wężowatym śmiechem.
– Czekam na odpowiedź – powiedziała, siląc się na spokój. Naprawdę chciała sie dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. No rzesz kurde jego mać Lord Voldemort nie zmienia co chwilę decyzji.
– Dowiesz się, kiedy przyjdzie na to czas. – To była jedyna odpowiedź, jaką uzyskała.
– Pff – prychnęła i dodała bez zastanowienia: – zawsze tajemniczy, huh?
Leniwy uśmieszek wkradł się na usta Czarnego Pana.
– Dobra panie i władco – burknęła pod nosem – ale pamiętaj: ja nie zapominam. Więc przyjmujesz warunki?
– Oprócz jednego – rzekł, patrząc na nią. Kiedy nie odpowiedziała, kontynuował: – Życzę sobie, być nazywała się Lady Rosse.
Otworzyła szerzej oczy. Sądziła, że nie zgodzi się, by była na równi z nim. Kiwnęła głową na znak zgody, a on przywołał ją ręką. Wyciągnął do niej obie dłonie, a ona je przyjęła, powstrzymując wzdrygnięcie obrzydzenia. Wiedziała, co on zamierza zrobić.
I poprzedzając pytanie, powiedziała:
– Kolczasta łodyga ma oplatać węża, a nad czaszką róży kwiat – czarnoksiężnik popatrzył na nią rozbawiony, ale się zgodził i szepcząc zaklęcie, zamknął oczy.
Czarno – czerwone światło rozbłysło wokół złączonych rąk, wypełniając pomieszczenie. Kilka minut później wszystko wróciło do normy. Spojrzała na niego niepewnie, nie wiedząc, czy się udało.
– Kiedy będziesz wzywać, róża zapłonie na czerwono, ale kiedy będziemy wzywać razem, kolce łodygi będą wbijały się w węża – oznajmił jej, a do niej właśnie dotarło, co zrobiła. Stała na równi z Voldemortem – największym i najbezpieczniejszym czarnoksiężnikiem.
Nie czuła się z tym dobrze, źle też nie – nie czuła nic. To było obrzydliwe, ale ten krok, pierwszy z wielu, przybliżył Zakon Feniksa do zwycięstwa i to się liczyło.
*****
Czarnowłosy mężczyzna z czarnymi jak noc oczami, ubrany na czarno siedział w fotelu na przeciwko Albusa Dumbledore’a. Nic nie mówił, tylko ciskał groźnym wzrokiem w dyrektora. Staruszek nic sobie z tego nie robił, a siedząca w fotelu obok czarnowłosego Minerwa McGonagall patrzyła z rozbawieniem na ten komiczny widok. I o co ta cała akcja?
– Wybacz Severusie, ale nie mogę nic zrobić – odezwał sie w końcu siwobrody z błyskiem rozbawienia w oczach.
– Gówno prawda Albusie – warknął na niego zły. – Nie wpuszczę do swojej pracowni przemądrzałej panny wiem – to – wszystko – i – jeszcze – więcej! – Siedział w tym gabinecie odkąd wrócił z tego pieprzonego zebrania zakonu, ale na dyrektora nic nie działało.
– Ależ Severusie, przyda ci się pomoc – przekonywał starszy człowiek.
– Radzę sobie świetnie sam!
– Panna Granger i tak w weekendy będzie ci pomagać z eliksirami i nie obchodzą mnie twoje sprzeciwy – machnął lekceważąco na niego ręką, szukając cytrynowych dropsów po kieszeniach szaty.
– Po moim trupie – warknął. Po chwili poczuł pulsowanie mrocznego znaku, a po chwili zmieniło się to w przeraźliwy ból. Nagle syknął i upadł na podłogę.
– Severusie?! – krzyknęła przerażona Minerwa i z prędkością światła klęknęła przy koledze.
Ogromny ból rozniósł się po całym ciele mężczyzny. Kilka minut później, równie niespodziewanie jak przyszedł, odszedł. Mężczyzna ledwo podniósł się z podłogi, a uczynił to tylko dzięki pomocy Albusa i Minerwy. Usiadł we wcześniej zajętym przez siebie fotelu i zamknął oczy. Nigdy nie czuł tak ogromnego bólu. Odetchnął kilka razy i otworzył oczy. Podwinął rękaw szaty i z przerażeniem wpatrywał się w kolczastą łodygę owijającą węża i kwiat róży blyszczący nad czaszką.
– Co to znaczy? – wyszeptała przerażona McGonagall. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli.
– Mam nadzieję, że się mylę – odpowiedział słabo staruszek i zasiadł z powrotem w fotelu.
– Albusie? – zapytała profesorka.
– To... – wskazał na mroczny znak ma ręce Severusa – może oznaczać tylko jedno. – Dwie pary oczu spojrzały na niego wyczekująco, a on kontynuował: – Tom ma równie silnego jak on sprzymierzeńca, możliwe, że nawet silniejszego niż on sam. Nie masz już Severusie nad sobą dwóch panów, tylko trzech. – Po usłyszeniu tych słów Minerwa i Severus zbladli.
Cała trójka wyglądała, jakby zaraz miała zejść z tego świata.
Żadne z nich nie pomyślało o młodej, ładnej, walecznej i odważnej gryfonce. Byli tym tak przejęci, że nie dopuścili do siebie tej myśli.
– I co teraz Albusie?
– Jutro wieczorem odbędzie się kolejne zebranie zakonu. Musimy wszyscy pomyśleć nad tym, choć już teraz wiadomo, że jest to dla nas bardzo nie korzystne. Jeśli nie będziemy mieli na nich nic, przegramy tę wojnę. – Czarodziej złapał się za głowę, Severus schował twarz w dłonie, a Minerwa żałośnie załkała.
*****
Dwoje bardzo potężnych czarodziejów teleportowało się do ogromnej, bogato – zdobionej posiadłości. Troje ludzi przebywających w salonie ukłoniło się na widok swojego pana i towarzyszącej mu kobiety w czarnej, długiej, ciągnącej się po ziemi, koronkowej sukni z maską na twarzy i czarnych włosach.
– Panie – powiedzieli głośno.
Skinął im głową, pokazując tym, by jak najszybciej usunęli się sprzed jego oblicza. Jednak mężczyznę zatrzymał:
– Lucjuszu, mam dla ciebie zadanie.
– Panie… – skłonił głowę, oczekując najgorszego.
– Oprowadź naszego gościa po kwaterach, oczywiście z jak największym szacunkiem.
Blondwłosy mężczyzna ukłonił się swojemu panu i podał ramię kobiecie. Przyjęła je i z gracją godną królowej wyszła pod czujnym spojrzeniem ich Mistrza. Jednak odwróciwszy się na chwilę, nie dostrzegła już go.
Przez drogę do ogrodu się nie odzywali. Lucjusz Malfoy wiedział, kto kroczy obok niego, ale nie śmiał się nawet odezwać. Mówił jej, żeby została po stronie zakonu, a ona stała się jego Panią.
Zasiedli na ławeczce przed pozłacaną fontanną i zapatrzyli w nią. Żadne z nich się nie odzywało. Blondyn nie wiedział, jak ma się do niej odzywać, a ona nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Musiała mu wszystko wytłumaczyć, ale, do cholery, nie wiedziała jak. Zawsze była rozgadana, ale teraz po prostu zabrakło jej słów.
– Lucjuszu? – zapytała szeptem. Postanowiła odezwać się pierwsza.
Mężczyzna spojrzał na nią, a ona ściągnęła machnięciem różdżki maskę.
– Dlaczego? – zapytał. Dziewczyna spuściła głowę. Cisza była nie do zniesienia. Tym razem przerwał ją on. – Odpowiedź mi do cholery, dlaczego to zrobiłaś! – krzyknął. – Tyle gadałaś o tej waszej durnej przyjaźni, a teraz sama ich zdradzasz?! No odpowiedź mi dlaczego?! Kurwa dlaczego?! – Odwrócił się od niej z zamiarem odejścia, ale złapała go za szatę.
– Snape dostał zadanie przeciągnięcia mnie na ciemną stronę. Jeżeli by tego nie zrobił, czekałaby go śmierć. Nie mogłam na to pozwolić. Najpierw się na nic nie zgodziłam i to jest wersja dla wszystkich, ale nie potrafiłabym żyć z myślą, że on zginął, bo stchórzyłam. Zaryzykowałam i postawiłam warunki. Zostały przyjęte, ale ja nie przeszłam na ciemną stronę, nie zdradziłam. Po prostu nie pozwolę, by ktoś za mnie cierpiał – dopiero po wypowiedzeniu tych słów spojrzała na swojego rozmówcę.
Patrzył na nią nieprzeniknionym wzrokiem. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy wręcz odwrotnie.
– Wierzysz mi? – zapytała cichutko.
– Wierzę – odpowiedział pewnie.
Spojrzała na niego z radością w oczach i przytuliła. On objął ją delikatnie i zaśmiał się. Kto by się spodziewał, że on – wielki arystokrata – będzie przytulał szla... mugolaczke.
– Dziękuję – powiedziała wtulona w niego.
– Hermiono?
– Hm?
– To, co zrobiłaś w ogrodzie Weasleyów, co to miało być? Ty naprawdę mnie...? – nie dokończył. Nie chciał, nie potrafił. Nie wiedział, jak jej powiedzieć, że on nic do niej nie czuje i raczej nigdy nie poczuje. Miał w końcu żonę, którą kochał i nikt tego nie mógł zmienić.
Nastolatka odsunęła się od niego i spojrzała na niego rozbawiona.
– To była jedynie przykrywka. Chciałam sprawdzić, po której stronie jesteś – odpowiedziała, a on odetchnął. Problem sam się rozwiązał. Machnięciem ręki założyła maskę.
– Wracajmy.
Kilka minut później weszli do Sali na zebranie cały wewnętrznego kręgu. Poprowadził ją do Voldemorta i ucałowawszy jej rękę, skłonił się i odszedł na swoje miejsce.
– Moi wierni słudzy – odezwał się jaszczur zadowolonym głosem. – Oto przed wami stoi Lady Rosse, wasza Pani – przedstawił ją, a po sali rozszedł się szmer. Dla każdego było zdziwieniem, że uznał kogoś równemu sobie.
– Od dzisiaj jestem waszą Panią, wymagam szacunku i spełniania moich każdych rozkazów. Niesubordynacja będzie srogo karana – powiedziała zimnym głosem, który spowodował ciarki nawet u Severusa. Czarnowłosy miał nadzieję, że to sen, ale wszystko było jak najbardziej realne.
– Kim ona jest, Panie? – wykrzyknęła nagle Bellatrix. Wszystkie pary oczu skupiły się na niej. Severus nie wiedział dlaczego, ale był pewny, że zostanie dotkliwie ukarana i to nie przez Voldemorta.
– Podejdź tutaj – rozkazała Czarna Pani.
– Odpowiadam tylko przed moim Panem – postawiła jej się szalona kobieta. Faktycznie musiała być szalona, skoro tak postąpiła. Nie było to dobre zagranie.
– Jak śmiesz mi się sprzeciwiać?! – zagrzmiała Pani. Podeszła do Belli dostojnym krokiem i uderzyła ją w twarz z taką siłą, że tej odrzuciło głowę w bok.
Chwyciła różdżkę w dłoń i, nie zastanowiwszy się zbyt dugo, rzuciła ostatnio poznane zaklęcie. Szaty kobiety zmieniły kolor ze znanej wszystkim głębokiej czerni na niesamowicie jasną zieleń. Kasztano.... eeee w tym momencie czarnowłosa, stanęła obok Voldemorta, który przyglądał się przedstawieniu z rozbawieniem. Nawet on nie potraktował w tak niewybredny sposób Bellatrix. Czarna Pani
– Niech to będzie dla was ostrzeżenie, nie zamierzam się powtarzać.
– W... wybacz mi pani – wykrztusiła Bella, wciąż na nowo zerkając na swe szaty.
– To nie był koniec, kochana – warknęła. Crucio w jej wykonaniu było czymś niebanalnym. Trzymała zaklęcie kilka minut, po czym je przerwała. – Wracaj na miejsce – ogłosiła i spojrzała na twarze zebranych. Byli przerażeni, prawie wszyscy. – Ktoś jeszcze? – zapytała, odpowiedziała jej głucha cisza.
– Rozejść się – rozkazał Voldemort.
– Zostań Severusie – powiedziała głośno.
Kilkoro Śmierciożerców spojrzało na niego.
– Pani, czym mogę dla ciebie służyć? – odezwał się Severus, klękając przez nią.
Dziwnie się czuła. Snape zawsze nią pomiatał, a tu nagle przez nią klęka z pokorą. Gdyby tylko znał tożsamość swojej Pani.
– Możesz wstać, Severusie – odezwała się i spojrzała na niego. – Słyszałam o twoim zadaniu przeciągnięcia szlamy Granger na ciemną stronę. Odwołuję cię od tego. – Spojrzał na nią zdziwiony.
– Panie? – zwrócił się do Voldemorta.
– Rób, co ci każe – odpowiedział beznosowy.
– Widzę, że niczego się nie nauczyłeś... Niedobrze – rzekła, potrząsając głową na boki. – Tormento! – Snape’a poturbowało, i to mocno.
Gdy skończyła po chwili, pozbierał się i stanął wyprostowany, choć wyglądał jakby dopiero co zwlekł się z łóżka.
– Oddalam cię od zadania. Wracaj do zamku. – Skłonił głową i wyszedł, a ona chwilę po nim.
Teleportowała się do nory i tuż przed barierą ochronną machnięciem różdżki zmieniła swój wygląd. Cichutko weszła do domu i prześlizgnęła się do pokoju Ginny i jej. Po wejściu do środka zobaczyła, że jej przyjaciółka nie śpi. Zaklęła w myślach i uśmiechnęła do niej.
– Długo cię nie było – odezwała się ruda. To była prawda, zegarki wskazywały chwilę po piątej. – Opowiadaj…
– Ginny – jęknęła i położyła się do łóżka. – Najpierw się wyśpię, jestem jak diabli zmęczona.
– Och wybacz, musisz być padnięta. – Pacnęła się w czoło. – Dobranoc
– Dobranoc – odpowiedziała i po chwili zasnęła zmęczona.

*****

Severus Snape naczelny postrach Hogwartu, nauczyciel Eliksirów, opiekun ślizgonów, Śmierciożerca, szpieg doskonały, były ślizgon, gbur bez poczucia humoru przemierzał korytarze Hogwartu w zastraszająco szybkim tempie. Był zły, przerażony i zmęczony.
– Severusie – zatrzymała go Minerwa. Był jej wdzięczny za wszystko, co dla niego robiła, ale w tym momencie nie miał siły ani ochoty rozmawiać. Jedyne czego pragnął to ognista i wygodne łóżko, a to znajdowało się w jego komnatach.
– Nie teraz, Minerwo – warknął i odszedł, zostawiając kobietę z dziwnym wyrazem twarzy. Ku rozgoryczeniu mężczyzny szybko się otrząsnęła i poszła, nie, pobiegła za nim.
– Czekaj Severusie! – krzyknęła. Czarnowłosy zatrzymał się i odwrócił do starszej kobiety. – Coś się stało?
– Zatrzymujesz mnie tylko po to? – zirytował się.
McGonagall lekko sie zarumieniła.
– Chciałam zobaczyć, czy nic ci nie jest – odezwała się.
– To już wiesz, a teraz daj mi iść spać kobieto, jest piąta rano – odpowiedział jej i szybkim krokiem odszedł.
Profesorka transmutacji westchnęła i poszła do swoich kwater, myśląc o Severusie. Bolało ją to, co musiał robić, ale dobrze wiedziała, że bez tego nie wygrają tej wojny. Och gdyby tylko mogła się z nim zamienić. Tyle w życiu przeżył, tyle stracił. Obwiniał się za śmierć Potterów i chociaż James go nie obchodził, to Lily przecież kochał. Do tego Mirabella... Za jej zniknięcie też się obwiniał. Nie raz twierdził, że gdyby nie odrzucił jej uczuć albo w ogóle się z nią nie zaprzyjaźnił, to nadal byłaby w zamku. Nie szło mu przemówić do tego pustego łba, że ona i tak zrobiłaby to, co zrobiła.

*****

Lucjusz Malfoy znany ludziom jako bezduszny Śmierciożerca tak naprawdę nie był taki. Dawno porzucił ideały o tępieniu szlam, ale musiał udawać, by zapewnić bezpieczeństwo swej rodzinie. Nie okazywał uczuć publicznie, ale rodzinie jak najbardziej. Draco wiedział, że może do niego przyjść zawsze, z każdym problem, najmniejszą błahostką. Narcyza miała oparcie w mężu, cokolwiek by nie robiła. Nigdy nie dał jej powodu do zazdrości, choć mógł. Ale, jakby nie patrzeć, był bardzo przystojnym mężczyzną, a kobietom na sam jego widok miękły nogi. I czasami ją to przerastało. Dostawał wiele propozycji spędzania razem "miło" czasu, ale nigdy z tego nie skorzystał. Nie było mu to potrzebne.
W dniu, w którym w Malfoy Manor pojawiła się Lady Rosse, spokój rodziny skończył się. Blondwłosa piękność po opuszczeniu ich domu przez Śmierciożerców i Czarnego Pana oraz szanowną Lady nie wytrzymała i zrobiła ogromną awanturę o domniemaną zdradę przez swojego męża. Nie dało się jej przetłumaczyć, że ich Nową Panią i jego nic nie łączyło. Kobieta nadal trwała przy swoim.
Po około godzinie krzyków Narcyza poszła do sypialni zła, zmęczona i smutna. Ona tak naprawdę nie chciała wierzyć w zdradę swojego męża, ale widziała go, jak ją przytulał. Nie znała prawdziwej tożsamości tej kobiety, a Lucjusz nie chciał jej tego zdradzić.
– Cholerna Granger – warknął arystokrata, uderzając pięścią w ścianę salonu. Poczuł ból i zaklął. Nie myślał nad tym długo i poszedł za żoną. Miał nadzieję, że ta w końcu zrozumie, że ich nic nie łączyło.



I jak rozdział moi drodzy? Podobał wam się?
Wiem, że dawno nic nie wstawiałam i przez to straciłam was, czytelników, ale mam nadzieję, że ponownie zaglądniecie tutaj.

Pozdrawiam gorąco!
Rosisi 7